Nie kupujemy akcji, ale spółki - wywiad z Prezesem BZ WBK AIB AM

    Zachęcamy do zapoznania się z fragmentami wywiadu z Krzysztofem Grzegorkiem - prezesem firmy BZ WBK AIB Asset Management, zarządzającej Funduszami Arka. W rozmowie Prezes mówi o tym, dlaczego pomimo ryzyka warto inwestować w akcje, jak rozpoznać dobre akcje oraz jak ograniczać ryzyko towarzyszące inwestycjom w te papiery wartościowe. Wywiad ukazał się w kwietniu br. w Głosie Biznesu, który jest magazynem wielkopolskich przedsiębiorców.



    O tym jak skutecznie pomnożyć kapitał i jak wybrać wartościowe akcje opowiada prezes BZ WBK AIB Asset Management SA – Krzysztof Grzegorek.


    Porównując Państwa wyniki z konkurencją, można powiedzieć, że jesteście liderami. Jak można osiągnąć lepsze wyniki od indeksów giełdowych?

    Wbrew pozorom jest to proste (śmiech). Ale czasami proste rzeczy tak naprawdę są najtrudniejsze, bo trzeba włożyć w nie wiele pracy. Stosujemy fundamentalne podejście do inwestycji i inwestujemy w spółki, które w dłuższym terminie zarabiają lepiej niż indeks giełdowy. Historia uczy, że giełda w dłuższym terminie daje zarobić więcej niż bezpieczne formy oszczędzania, dlatego radzimy inwestować w akcje. Jeśli klient potrafi zaakceptować wahania trwające przez pięć lat i zachować zimną krew przy spadkach, to jesteśmy przekonani, że lepiej na tym wyjdzie niż na aktywach bezpiecznych. Paradoksalnie dowodu dostarczył nam ostatni kryzys. Mimo jednej z najcięższych i najdłuższych bess na giełdzie, w rekomendowanym przez nas horyzoncie inwestycyjnym, dobrze wybrane akcje dały zarobić więcej niż papiery bardziej bezpieczne.
    A jak konkretnie budujemy ten portfel? Podejście fundamentalne polega na tym, że dokładnie przyglądamy się spółkom. Jeśli szczegółowo przeanalizujemy dziesięć spółek, to wśród nich znajdziemy co najmniej jedną, która będzie zachowywała się lepiej niż indeks giełdowy.

     


    Jak taką spółkę rozpoznać?

    Przede wszystkim trzeba ją dobrze poznać i wniknąć w istotę danego biznesu. Trzeba zrozumieć, na czym polega jej przewaga konkurencyjna oraz oczywiście przyjrzeć się, jak jest zarządzana. Jedną z najważniejszych kwestii jest poznanie kompetencji ludzi, którzy stoją za daną firmą, ponieważ albo wszystko psuje się od głowy, albo te głowy pracują na sukces. Poza tym sprawdzamy dokładnie ich produkt i analizujemy, czy ma on szansę na rynku i jest rozwojowy. Trzeba też postawić pytanie, czy tenże produkt ma szanse zdobywać coraz większy udział w rynku. I tu liczy się strategia firmy, to, czy jest spójna i sensowna. Na koniec – dbałość o koszty.
    Musimy kupić story firmy, czyli widoki na dobrą przyszłość spółki i jej szybki rozwój. Dlatego często podkreślam, że my nie kupujemy akcji, ale spółki, tak jakbyśmy mieli stać się ich współwłaścicielami. Jeśli dany podmiot spełnia te warunki – wtedy właśnie w niego inwestujemy. Historia uczy, że jeśli spółka potrafi zwiększać zyski z roku na rok przez kilka lat, to w końcu przełoży się na istotny wzrost cen jej akcji, nawet jeśli po drodze pesymizm inwestorów giełdowych przełoży się na korekty.
    Chciałbym też podkreślić w tym miejscu, że nie zajmujemy się prognozami, tym czy rynek pójdzie w górę czy w dół, a wiele osób w taki sposób niestety wyobraża sobie inwestowanie. My zajmujemy się konkretnymi spółkami, a to znaczna różnica.
    Ludzie potrafią zrobić dobry biznes, wyczuć rynek i wprowadzić na niego ciekawy produkt, a potem rozwijać firmę przez wiele lat. Tu w Wielkopolsce, kuźni prywatnych biznesów, jest to rzecz doskonale znana, notabene większość naszych klientów to przedsiębiorcy z tego regionu. Natomiast nie znamy takich przypadków, że ktoś potrafi dobrze zarabiać tylko na przewidywaniach rynku, nie zajmując się konkretnie żadnym biznesem. Oczywiście krótkoterminowo może się komuś uda, ale na dłuższą metę takie metody się nie sprawdzają.


    Te wybory spółek, w które Państwo inwestują zawsze są racjonalne, nie ma tam ani szczypty emocji czy przeczucia?

    Nie, nie ma. Nie używamy ani „nosa”, ani też nie słuchamy plotek. I to jest nasza przewaga, bo w porównaniu z innymi podmiotami z segmentu asset management nasze wyniki są miażdżąco lepsze. Choćby dlatego, że jesteśmy z Poznania, z dala od pozornie atrakcyjnego szumu plotek i spekulacji. Skłonność do spekulacji, tak naturalna dla ludzkiego mózgu, jest na rynku finansowym przekleństwem. My opieramy się tylko na faktach i liczbach – dla mnie to nic dziwnego, bo jestem z wykształcenia matematykiem. Ponieważ zarządzamy aktywami rzędu 12 miliardów złotych licząc razem z funduszami Arka, musimy zachowywać spokój i rozsądek.


    Co chwilę pojawiają się spekulacje na temat drugiego dna kryzysu, co może przełożyć się negatywnie na rynek akcji. Czy nie obawia się Pan tego?

    Szczerze mówiąc nie stawiamy sobie takich pytań, bo nie ma na nie sensownej odpowiedzi. Falowanie rynku jest zawsze. Jeśli kupimy kiepskie akcje, to nie zarobimy na nich niezależnie od sytuacji na giełdzie. Kiedy jednak zdecydujemy się na dobre akcje i będziemy firmę właściwie monitorować, wtedy wszystko powinno być dobrze, niezależnie od tego czy rynek akcji zostanie na jakiś czas osłabiony przez kryzys. Bessa prędzej czy później minie, a dobrze wybrane akcje w horyzoncie kilkuletnim przyniosą nam owoce. Warto zapanować nad emocjami, które nam towarzyszą, kiedy rynek spada i potraktować kryzys jako czas inwestycyjnych okazji.


    Gdyby miał Pan użyć jakieś metafory do opisania swojej pracy, do czego porównałby ją Pan?

    Zarządzanie portfelem inwestycyjnym przypomina trochę uprawianie ogródka. Najpierw siejemy, ale potem musimy dbać o stan naszych upraw, co czynimy śledząc raporty ze spółek i spotykając się z ich przedstawicielami. Jeśli coś nas niepokoi, prosimy zarządy o wyjaśnienia. Jak w każdej uprawie, bywa, że musimy usuwać ziarno, które nie przynosi plonów, bo przecież nie każda uprawa wydaje dobre owoce.


    Dywersyfikacja portfela odbywa się tylko poprzez różny udział akcji i obligacji czy także poprzez inne inwestycje np. walutę?

    Nie. Inwestujemy tylko w biznesy, bo właśnie na tym się znamy. W przypadku waluty trudno ocenić jak będzie zachowywała się w długim terminie. Za dużo czynników ma na to wpływ. Nie zajmujemy się rzeczami, których nie potrafimy przeanalizować. Wielcy inwestorzy, tacy jak Warren Buffett, nigdy nie zajmowali się przewidywaniem zależności rynkowych, inflacji itp. i radzili innym, by również tego nie robili. Tak naprawdę ocenić można tylko czyjś pomysł biznesowy. W ciągu roku przeglądamy setki takich pomysłów. Jeśli ktoś prowadzi dobrą spółkę, wtedy kupujemy jej akcje. Nie jesteśmy w stanie przeanalizować całego rynku, ale konkretne firmy – już tak.


    Jaką miałby Pan radę dla tych, których kuszą możliwości zarobienia na akcjach, ale jednocześnie boją się, że zainwestują w nieodpowiednim momencie?

    Nie trzeba obawiać się niewłaściwego momentu rozpoczęcia inwestycji, jeśli traktujemy ją długoterminowo i zachowamy kilkuletni horyzont inwestycyjny. Długość okresu inwestowania w akcje jest kluczowa, zwłaszcza w naszej filozofii inwestycyjnej, która opiera się na długookresowym inwestowaniu w firmy. Historia uczy, ze wraz z wydłużaniem okresu inwestycji ryzyko maleje. Dowodem na to są nasze wyniki – mimo prawdziwego Armagedonu, jaki przetoczył się przez rynki kapitałowe w ostatnim czasie, nasz akcyjny portfel fundamentalny w ostatnich pięciu latach przyniósł zysk na poziomie 227%.
    Bardzo dobrym sposobem na ograniczenie ryzyka, sprawdzonym na wszystkich rynkach jest systematyczne inwestowanie poprzez regularne wpłaty do wybranego funduszu. Inwestując w różnych momentach uniezależniamy się częściowo od giełdowego trendu i zmniejszamy ryzyko wejścia na rynek w nieodpowiednim momencie.

    Zarządzanie 12 miliardami złotych to duża odpowiedzialność i stres. Jak Pan odreagowuje ten stres, by po pracy nie myśleć o pracy?

    Nie zarządzam tymi środkami sam, mamy tu cały zespół ludzi. Poza mną, jest dyrektor inwestycyjny, pięciu zarządzających, czterech analityków i czteroosobowy zespół dilerów. A najlepszym sposobem na odreagowanie jest dla mnie sport, a konkretnie bieganie długodystansowe. Zamieniam pracę umysłowa na pracę fizyczną. Biegam razem z psem po 20 – 30 km, kilka razy w tygodniu. Od kilku lat systematycznie biorę też udział w półmaratonach i maratonach. Jak się porządnie zmęczę, to spływa ze mnie cały stres związany z pracą umysłową - czuję się, jak nowonarodzony.